Gover - polityka w sieci
Prawda i prawda domniemana
Powrót do listy publikacji25-04-2010
Azrael
Nie ma takiej informacji, która wcześniej, czy później nie ujrzałaby światła dziennego, nawet z poza grobu. Pierwsze pogłoski o tym, co się wydarzyło na pokładzie samolotu pojawiły się już w 48 godzin po katastrofie.
Po dwóch tygodniach od katastrofy TU-154M pod Smoleńskiem pytań i wątpliwości jest coraz więcej, odpowiedzi dużo mniej. Wynika to z tego, że informacje, które docierają do interesujących się sprawą, mają swoje źródła w wielu miejscach, są zaburzone, a tych prawdziwych, oficjalnych, wynikających z prac komisji polsko-rosyjskiej, jeszcze nie ma. Jej pierwszy oficjalny komunikat zostanie przedstawiony dopiero w przyszłą środę. To, nawet biorąc pod uwagę żałobę narodową, jest dość późno. Wyjaśnienia i informacje przedstawiane przez prokuraturę polską, pod kierownictwem Andrzeja Seremeta, są niewystarczające, ponieważ, po pierwsze, samych prokuratorów obowiązuje tajemnica śledztwa, po drugie, tylko cześć zagadnień jest objęta jej dochodzeniem. Pamiętać warto, że na czele tej komisji stoi premier Donald Tusk ze strony polskiej i Władimir Putin ze strony rosyjskiej. Sprawa wypadku i jego przyczyn ma wymiar wielowątkowy i wielopłaszczyznowy, nie ogranicza się tylko do samego lotu Tupolewa, wypadku i jego technicznego wymiaru. Badający wszystkie zagadnienia muszą się zmierzyć z całym szeregiem zagadnień natury organizacyjnej, prawnej, technicznej, informacyjnej, także politycznej. Bez zbudowania całego modelu, wyjaśniającego, jak doszło do organizacji feralnego lotu, jakie były jego powody, kto był odpowiedzialny za całą realizację wyjazdu na prezydenckie obchody rocznicy katyńskiej, kto zajmował się logistyką, zabezpieczeniem wyjazdu, kto zdecydował o składzie lotu… i o szeregu innych spraw, nie da się dojść do pełnego obrazu. Niektórzy stwierdzają, że powinno być to zrobione w formie białej księgi, zapisu dochodzenia, z podaniem materiałów źródłowych, przesłuchań, analiz. Tak, ale opracowanie takiego dokumentu, to miesiące, a może i lata. Biała księga może być tylko podsumowaniem prac różnych zespołów i komisji. Wyjaśnienie szczegółów technicznych samej katastrofy jest oczywiście bardzo ważne. Na dziś podstawowym pytaniem jest to, dlaczego samolot prezydenta znalazł się w momencie podejścia do lotniska na wysokości, która uniemożliwiła mu praktycznie jakąkolwiek reakcję. Czy zaistniała tu wina załogi samolotu, wina obsługi naziemnej, kontroli ruchu, czy wpływ miały czynniki techniczne, czy konglomerat wszystkich tych elementów. Ale ważniejsze jest to, dlaczego w ogóle w tych warunkach pogodowych, przy stanie wyposażenie lotniska, charakterystyce samolotu i jego wyposażeniu, a wreszcie przy informacjach dostępnych załodze doszło do próby lądowania. Na dziś, z dostępnych informacji jednoznacznie wynika, że samolotu TU-154M w tym miejscu i w tych warunkach w ogóle nie powinno być. I lotnisko i samolot nie pozwalały na jego lądowanie. Katastrofa polskiego samolotu otwiera wiele pytań, na które trzeba znaleźć odpowiedzi. Czy jednak je poznamy, tego nie wiemy. Być może szeroko rozumiany interes państwa będzie kazał przemilczeć pewne sprawy, Jest być może wiedza, której poznać byśmy nie chcieli. Z drugiej jednak strony już teraz ilość informacji, często sprzecznych, które krążą pod powierzchnią tego, co jest ujawniane w mediach, może doprowadzić do budowania teorii spiskowych, zaczynających się od tego, że przyczyną upadku polskiego samolotu był zamach, skończywszy na tym, że pijany kontroler smoleńskiego lotniska podawał załodze złe namiary wysokości, odnoszące je do innej bazy, niż to jest przyjęte w naszej części Europy… Praprzyczyn katastrofy należy szukać nie należy szukać w Smoleńsku, lecz w Warszawie. Po pierwsze, warto zacząć się pytać, kto był odpowiedzialny za organizację wyjazdu prezydenta RP do Katynia. Czy była to Kancelaria Prezydenta, czy jak wskazują niektórzy jednak Kancelaria Prezesa Rady Ministrów? Kto był odpowiedzialny za logistykę – za transport na miejsce, za zabezpieczenie na miejscu, w Smoleńsku, w miejscu lądowania? Czy był przygotowany alternatywny scenariusz wyjazdu, który by przewidywał sytuacje niestandardowe, właśnie takie, jak niespodziewana mgła nad lotniskiem? Kto zdecydował, że na pokładzie samolotu znalazła się jednocześnie tak duża, znacząca dla funkcjonowania państwa grupa osób, polityków, urzędników państwa, oficerów sił zbrojnych? Przede wszystkim, czy istnieją procedury i ustalenia regulujące zasady organizacji i bezpieczeństwa tego rodzaju wyjazdów? Były prezydent, Lech Wałęsa zasugerował, że wyjazd Lecha Kaczyńskiego do Katynia nie miał wymiaru wizyty państwowej, lecz był imprezą prezydencką, niemalże prywatną. Nie mogę się zgodzić z tego rodzaju interpretacją, ponieważ działania prezydenta RP mają wymiar państwowy. Jednak rodzi się inne pytanie – czy “wyprawa katyńska” była tylko działaniem mającym uhonorować pamięć polskich pomordowanych, była wyprawą w interesie pamięci, czy miała wymiar stricte polityczny, doraźny, wręcz wyborczy – a także ambicjonalny. Czy Lech Kaczyński nie postanowił, że JEGO obchody 70. rocznicy zbrodni katyńskiej, bez udziału strony rosyjskiej, jak to miało miejsce 7. kwietnia, będą okazalsze, bardziej patriotyczne, czy nie przemówiła przez niego zwykła, ludzka pycha? Czy goście, z jednej strony zaproszeni, z drugiej, jak politycy Prawa i Sprawiedliwości i najwyżsi oficerowie WP zobligowani służbowo, nie mieli stanowić po prostu świty prezydenckiej? Efektem katastrofy smoleńskiej są przedterminowe wybory prezydenckie. Okoliczności katastrofy i jej polityczne konotacje będą, czy się tego chce, czy nie, odgrywały ważną rolę w kampanii, szczególnie w przypadku, kiedy na kandydowanie zdecyduje się brat zmarłego prezydenta, Jarosław Kaczyński. Jak już wspomniałem, w drugim obiegu medialnym i politycznym pojawiają się informacje, sygnały, przecieki o tym, co było bezpośrednią przyczyną katastrofy, dlaczego piloci podjęli decyzję o próbie lądowania. Również w w mediach pojawiły się sugestie, co mogłoby być przyczyną, tego co się stało mglistego poranka 10. kwietnia. “Gazeta Wyborcza” przypomniała okoliczności lotu prezydenta do Tbilisi (z innymi przywódcami Europy Wschodniej), w trakcie kryzysu gruzińskiego i naciski, jakie Lech Kaczyński i jego otoczenie wywierały na dowództwo wojsk lotniczych i samego pilota, aby ten skierował samolot na lotnisko w stolicy Gruzji, a nie do Azerbejdżanu, pomimo, że przestrzeń powietrzna tego kraju i lotnisko były zamknięte. Informacje o tym, że zarówno prezydent, jak i jego otoczenie, w osobie ówczesnego szefa BBN, Władysława Stasiaka, nie są trudne do znalezienia w sieci. Publikacje w tej sprawie zamieściły w roku 2008 m. in. “Dziennik” (0becnie “Dziennik – Gazeta Prawna”), jak i tygodnik “Newsweek”. Nacisk przybrał wręcz formę oficjalnego polecenia, do którego pilot się nie zastosował. Jednocześnie pojawiły się informacje – wypowiedzi, wspomnianego już Lecha Wałęsy i byłego premiera, Leszka Millera, opisujące nieformalne “procedury”, jakie panowały za ich czasów na pokładzie samolotów, jakimi się poruszali. I jeden i drugi wyraźnie zaznaczają, że piloci samolotów służbowych w warunkach wątpliwych pytali się gości samolotu o to, jak mają postępować, jaki wariant mają przyjąć. Lecz ani jeden, ani drugi nie przyznaje się do wywierania bezwarunkowego nacisku na pilota. Byłoby nadużyciem sugerowanie, bez potwierdzenia, że na pokładzie samolotu TU-154M, 10. kwietnia doszło do wywarcia bezpośredniego nacisku na załogę, aby niezależnie od sytuacji pogodowej dokonała próby lądowania na lotnisku smoleńskim. Jednak jest to już potwierdzone, że załoga w trakcie lotu była informowana co najmniej dwukrotnie o złej sytuacji nad lotniskiem. Wiedziała to od kontrolerów białoruskich (co najmniej 30. minut przed lądowaniem), a także od załogi innego polskiego samolotu, Jak-40, który lądował mniej więcej godzinę wcześniej i był w stałym kontakcie z załogą samolotu prezydenckiego. A ostateczne informacje polscy piloci otrzymali od kontrolerów lotniska smoleńskiego. Wielu obserwatorów, w tym znający zwyczaje panujące w wojsku byli piloci, twierdzą, że w zaistniałej sytuacji – nie tylko pogodowej, ale również organizacyjnej, załoga samolotu nie miała alternatywy i musiała podjąć próbę lądowania. Ze skutkiem wiadomym… Kluczem do wyjaśnienia tego, dlaczego pilot podjął decyzję o próbie lądowania są zapisy głosowe z “czarnych skrzynek” Tupolewa. Zapisy rozmów z kabiny, komunikacji z kontrolerami lotniska na Okęciu, w trakcie lotu, przed lądowaniem w Smoleńsku. Ale nie tylko te zapisy rozmów. Wszystkie samoloty rządowe są wyposażone w kilka radiostacji, pozwalających im na prowadzenie komunikacji poza strukturami lotniczymi. Mogą również prowadzić rozmowy na kanałach szyfrowanych. Nie wykluczone również, że oficerowie Biura Ochrony Rządu mieli możliwość niezależnej komunikacji z Polską. Jest bardzo prawdopodobne, że cała komunikacja głosowa pomiędzy pilotami, w ich kabinie, między kabiną, a kontrolerami, ale również rozmowy w kabinie pasażerskiej, są już w dyspozycji polskich służb specjalnych. Nie ma takiej informacji, która wcześniej, czy później nie ujrzałaby światła dziennego, nawet z poza grobu. Pierwsze pogłoski o tym, co się wydarzyło na pokładzie samolotu pojawiły się już w 48 godzin po katastrofie. Od tego momentu są one powtarzane, rozwijane, czasem podawane w formie “pewnych”. Jednak prosta teoria, że przyczyną katastrofy była określona decyzja, która zapadła na pokładzie samolotu, nie może być dziś punktem wyjścia. Nawet, jeżeli taka decyzja, poza kabiną pilotów, zapadła. Katastrofa była skutkiem szeregu decyzji, które zapadły dużo wcześniej, niż samolot wystartował z Okęcia. Azrael
Wyszukiwarka
Gorąco oceniane
Wałęsa: Lech Kaczyński był tak tchórzliwy, że bał się własnego cienia
- On liczy, że nie pamiętamy i można nas ogłupić. Niech przestanie wyciągać, bo jeszcze dowie się wielu rzeczy, których nie należałoby powiedzieć - mówił w TOK FM Lech Wałęsa o wypowiedziach Jarosława... więcej
Bogdan Lis: Kaczyńskiemu mylą się fakty. Może to trauma?
- Staram się Kaczyńskiego nie podejrzewać o najgorsze. Ale może w tej traumie po katastrofie smoleńskiej zagubił się i fakty mu się mylą - w taki sposób Bogdan Lis, jeden z sygnatariuszy Porozumień Sierpniowych komentuje słowa Jarosława... więcej
Rząd: Serwery bukmacherów nie tylko w Polsce
Serwery bukmacherów internetowych będą mogły znajdować się w krajach UE i Europejskiego Stowarzyszenia Wolnego Handlu (EFTA) a nie, jak chciał początkowo rząd, tylko na terenie... więcej
Ziobro chce zdetronizować Kaczyńskiego?
- To nie "liberałowie" zagrażają PiS-owi. Na kryzys partii gra Zbigniew Ziobro, który chce przejąć PiS lub założyć własną partię - poinformował "Gazetę Wyborczą" ważny polityk... więcej
W Siedlcach: Okręgi jednomandatowe – tak, ale…
W sobotę (28.08.2010r.) w Collegium Mazovia odbyła się Konferencja Samorządowa poświęcona problemowi okręgów jednomandatowych... więcej
Zobacz również
Racjonalność irracjonalna
08-05-2010
Rozmawiała gęś z prosięciem
08-05-2010
Parytet dla młodych
11-03-2010
Do braci pisowców
26-02-2010
Czym jest działalność społeczna w Polsce?
05-02-2010
Wydruk z serwisu www.gover.pl







Komentarze
RSS komentarzyGość1:25, 28-04-2010
Całej prawdy o katastrofie w Smoleńsku nigdy się nie dowiemy. Być może są pewnie fakty, o których się nie mówi i ,które prawdopodobnie nie ujrzą światła dziennego, które mogą wynikać z niewiedzy lub niechęci ich ukazania.
ab15:35, 28-04-2010
Zgadzam się z Gościem. Karmienie ludzi kłamstwami i półprawdami przynosi władzy doskonałe efekty. Od czasów Lenina i Goebelsa zrobiono znaczne postępy.
Wojtek15:49, 03-05-2010
Jedyne pewne źródło wiedzy na ten temat, to RMaryja. Słyszałem, jak poseł Macierewicz dziwił się, biorąc udział w jednej z propagandowych audycji tej chyba jednak faszyzujacej rozgłośni, podziwiając najwyraźniej wiedzę księdza redaktora, że tak jawne fakty o zamachu są ignorowane przez rząd. Co tam rząd - przez Tuska przede wszystkim. Sekunda po sekundzie analizował nagranie, liczył trzaski gałązek i strzały. Macierewicz na to coś w tym sensie: "gdyby to się potwierdziło, to byłby niebywały skandal". Słów mi brak na takie myślenie i zupełną nieodpowiedzialność pseudoredaktorów. Kościół nauczył się, że ludźmi można sterować i tarabani głupoty przez radio. Rozumiem Macierewicz, gada tak żeby nie stracić poparcia wyborców, a może i kogoś pozyskać. Ale w oczach ludzi choć trochę niegrzeszących inteligencją, jawi się jako rewizjonista prawie... no to tymczasem wszystkim..
Ana18:43, 05-05-2010
Wojtek skoro tak systematycznie słuchasz tego radia to informuj nas na bieżąco co tam nowego.
ab20:54, 07-05-2010
Wojtek będzie miał chyba problemy z relacjonowaniem audycji RM, bo zna je z GW.
Ben Eleazar1:05, 10-05-2010
Ów Wojtek szafuje iście bolszewickimi ocenami mediów nie kraczące jak tego nakazuje GWno i podobni wyznawcy leninizmu-stalinizmu.Gdy ktoś mówi Polska,to już faszysta.Gdy ktoś mówi Ojczyzna, to ciemnogród.Gdy ktoś mówi Wolność i Suwerenność,to zacofany.
Posłuchaj Wojciechu,tak jak bandycka propaganda zbirów z pod znaku sierpa i młot umiała okłamywać,to nie ma porównywalnej w historii.O przepraszam,można zrównać z kłamstwami Ministerstwem Propagandy III Rzeszy.